Zakłócanie sygnału dronów: przegląd technologii i wyzwań

20 min czytania

Zagłuszanie jest jedyną metodą przeciwdziałania dronom, która działa równie skutecznie przeciwko obiektowi chronionemu, co przeciwko intruzowi. Pasma, w których nadaje dron, to te same pasma, w których pracuje twoja sieć bezprzewodowa, kamery, czujniki ogrodzeniowe i — co najważniejsze — odbiorniki nawigacji satelitarnej, od których zależy synchronizacja czasu w automatyce przemysłowej. Od 4 lipca 2026 roku polski operator infrastruktury krytycznej może decydować o dopuszczalności użycia takich urządzeń. Ten tekst opisuje, co się dzieje w chwili naciśnięcia przycisku — łącznie z tym, czego nie ma w ofercie dostawcy.

Jammer jest narzędziem nadzwyczajnym, a nie domyślnym. Poniżej rozkładam na części to, co robi, czego nie zrobi nigdy i ile kosztuje jego użycie poza samą ceną zakupu. Kolejność jest celowa: najpierw fizyka, potem skutki uboczne, na końcu prawo — bo w tej kolejności ujawniają się problemy.

Co właściwie robi zagłuszacz

Zagłuszanie nie polega na „zniszczeniu” sygnału ani na jego „zablokowaniu”. Polega na tym, że w antenie odbiorczej drona zakłócenie staje się głośniejsze od sygnału użytecznego. Odbiornik radiowy rozpoznaje komendę tylko wtedy, gdy potrafi ją odróżnić od szumu tła. Jeśli podniesiemy poziom szumu dostatecznie wysoko, komenda przestaje być czytelna — mimo że fizycznie wciąż dociera.

Kluczowa jest relacja dwóch mocy w jednym punkcie, a nie moc zagłuszacza sama w sobie. Z tej prostej zasady wynikają trzy rzeczy, o których materiały sprzedażowe milczą.

Odległość działa przeciwko obrońcy. Moc sygnału radiowego w wolnej przestrzeni spada z kwadratem odległości — podwojenie dystansu oznacza spadek czterokrotny. Operator drona zwykle stoi bliżej swojego statku powietrznego niż twój maszt. Jeśli jego aparatura jest w odległości trzystu metrów, a zagłuszacz na dachu w odległości ośmiuset, to sama geometria wymaga od ciebie kilkunastokrotnie większej mocy, żeby wyrównać szanse. Deklarowany „zasięg 8 km” opisuje przypadek, w którym dron leci prosto na antenę i nic nie stoi na drodze.

Zasięg zależy od kierunku anteny, nie tylko od nadajnika. Antena kierunkowa skupia energię w wąskim stożku, tak jak reflektor skupia światło. Zysk, który z tego wynika, bywa większy niż różnica mocy między dwoma nadajnikami — ale wymaga precyzyjnego wskazania celu. To znaczy, że zagłuszacz kierunkowy bez sprawnego systemu wykrywania i śledzenia jest urządzeniem, którym nie ma w co celować.

Liczba w folderze bez warunków pomiaru nie znaczy nic. Zasięg podaje się dla określonego typu drona, mocy jego łącza, wysokości lotu, pogody i tła radiowego. Zmiana któregokolwiek z tych warunków zmienia wynik. W zabudowie przemysłowej, gdzie hale odbijają fale, a własne instalacje podnoszą tło, praktyczny zasięg bywa ułamkiem katalogowego.

Trzy sposoby zagłuszania — i jeden błąd, który trzeba wyprostować

W obiegowych opracowaniach można spotkać podział na zagłuszanie „pasywne” i „aktywne”, gdzie „pasywne” ma oznaczać ciągłą emisję szerokopasmową. To jest pomyłka terminologiczna i warto ją znać, bo zdradza jakość źródła. W technice radiolokacyjnej zakłócanie pasywne oznacza środki, które same nic nie nadają — rozrzucone paski folii metalicznej, odbłyśniki narożne, materiały pochłaniające. Wszystko, co emituje własny sygnał, jest zakłócaniem aktywnym. Ciągła emisja szumu jest więc jak najbardziej aktywna, tylko nieselektywna.

Poprawny podział wygląda tak:

  • Zaporowe — nadajnik emituje szum w całym szerokim paśmie naraz, niezależnie od tego, czy coś się w nim dzieje. Proste, niezawodne i skrajnie nieoszczędne: energia rozkłada się na całą szerokość pasma, więc na każdą pojedynczą częstotliwość przypada jej niewiele. Zagłusza wszystko wokół, łącznie z twoim.
  • Punktowe — cała moc trafia w jedną, wcześniej ustaloną częstotliwość. Znacznie skuteczniejsze przy tej samej mocy nadajnika, ale bezużyteczne wobec drona, który zmienia kanał.
  • Przemiatane — nadajnik szybko przesuwa wąskie zakłócenie po całym paśmie. Kompromis między dwoma powyższymi; skuteczność zależy od tego, czy tempo przemiatania nadąży za pracą łącza.
  • Reaktywne — urządzenie nasłuchuje i włącza nadawanie dopiero wtedy, gdy wykryje aktywność na konkretnej częstotliwości, po czym zagłusza wyłącznie ją.

Zagłuszanie reaktywne jest odpowiedzią na technikę przeskoku częstotliwości, którą stosuje większość współczesnych łączy sterowania. Polega ona na tym, że nadajnik i odbiornik zmieniają kanał wiele razy na sekundę według uzgodnionej sekwencji — dla postronnego obserwatora sygnał „ucieka”. Zagłuszacz zaporowy musi wtedy pokryć całe pasmo, w którym odbywa się ucieczka. Reaktywny podąża za sygnałem i zagłusza go na kolejnym kanale.

W praktyce realizuje się to na radiu programowalnym — czyli odbiorniku, w którym przetwarzanie sygnału wykonuje oprogramowanie, a nie stałe układy elektroniczne — albo na programowalnych układach logicznych, które dają czas reakcji rzędu mikrosekund. Dla zamawiającego istotne jest tylko jedno pytanie: ile czasu mija od pojawienia się sygnału do rozpoczęcia zakłócania i przy jakim tempie przeskoków zmierzono tę wartość. Bez tej liczby określenie „reaktywny” jest hasłem marketingowym.

Zaleta reaktywności dla obiektu chronionego jest inna, niż się zwykle podaje. Nie chodzi głównie o oszczędność energii, tylko o to, że urządzenie nie nadaje przez większość czasu — a więc nie degraduje bez przerwy własnych systemów w otoczeniu.

Czego zagłuszanie nie obejmie nigdy

Metoda opiera się na założeniu, że dron potrzebuje łącza radiowego albo sygnału satelitarnego. Cztery klasy konstrukcji to założenie unieważniają.

Sterowanie przewodem światłowodowym. Statek powietrzny rozwija za sobą cienkie włókno szklane z bębna. Sygnał nie przechodzi przez powietrze w ogóle, więc nie da się w niego wejść żadnym nadajnikiem. Zjawisko opisaliśmy osobno w tekście o dronach FPV sterowanych światłowodem; w warunkach frontowych jest to dziś rozwiązanie masowe, a nie eksperyment.

Nawigacja bez odbiornika satelitarnego. Układ inercyjny mierzy własne przyspieszenia i obroty, odtwarzając trasę bez żadnego sygnału z zewnątrz. Nawigacja porównawcza dopasowuje obraz z kamery do wgranej wcześniej mapy terenu. Obie techniki są odporne zarówno na zagłuszanie, jak i na fałszowanie sygnału nawigacyjnego, bo nie korzystają z niego wcale.

Misja zaprogramowana z góry. Dron, który dostał trasę przed startem i leci bez łączności z operatorem, nie traci niczego w chwili włączenia zagłuszacza. Nie ma łącza, które można przerwać.

Wniosek nie brzmi „zagłuszanie jest bezużyteczne”. Brzmi: zagłuszanie jest skuteczne przeciw znacznej części ruchu przypadkowego i nieostrożnego, czyli przeciw większości tego, co faktycznie lata nad obiektami. Jest natomiast zawodne przeciwko przeciwnikowi, który przygotował się do działania. Planowanie ochrony pod założenie, że zagłuszacz rozwiąże problem, jest planowaniem pod scenariusz najłagodniejszy.

Co się dzieje z dronem po przerwaniu łącza

To jest pytanie, na które procedura reagowania musi mieć odpowiedź przed zakupem sprzętu, a nie po pierwszym użyciu. Powszechnie powtarzane zdanie, że dron „zawisa i ląduje”, opisuje jeden z czterech możliwych przebiegów.

Powrót do punktu startu. Najczęstsze ustawienie fabryczne w sprzęcie powszechnie dostępnym. Statek powietrzny wznosi się na ustaloną wysokość i leci po linii prostej do miejsca, w którym się wzbił. Warto to przemyśleć na mapie: tym miejscem jest pozycja intruza, a linia prosta prowadzi przez teren, który akurat jest pomiędzy. Jeśli dron wystartował z drugiej strony zakładu, procedura powrotu przeprowadzi go nad instalacją.

Zawis w miejscu. Statek powietrzny zatrzymuje się i czeka na odzyskanie łącza, wisząc dokładnie tam, gdzie był w chwili zagłuszenia — czyli, jeśli zadziałaliśmy późno, nad obiektem.

Lądowanie na miejscu. Kontrolowane opadanie w bieżącej pozycji. Jeżeli ta pozycja wypada nad rozdzielnią, zbiornikiem albo instalacją procesową, mamy do czynienia z niekontrolowanym wprowadzeniem obcego przedmiotu na teren techniczny.

Kontynuacja lotu. Przy misji zaprogramowanej lub nawigacji nieopartej na sygnale satelitarnym nie dzieje się nic — dron leci dalej.

Ładunek przenoszony przez statek powietrzny nie reaguje na żadne z tych zdarzeń. Zagłuszanie odbiera sterowanie, nie usuwa masy z powietrza. Dla oceny ryzyka oznacza to, że każde z czterech zachowań trzeba przeliczyć na miejsce, w którym ta masa znajdzie się na ziemi.

Fałszowanie sygnału nawigacyjnego

Druga technika miękka polega nie na zagłuszaniu sygnału nawigacji satelitarnej, lecz na podstawieniu fałszywego. Nadajnik emituje sygnał wyglądający jak satelitarny, ale zawierający zmyślone dane o pozycji. Ponieważ prawdziwy sygnał z orbity jest bardzo słaby — dociera do Ziemi z mocą porównywalną do żarówki oglądanej z odległości tysięcy kilometrów — podrobienie go nie wymaga wielkiej mocy.

Możliwość wykazano publicznie już w 2012 roku; zespół Uniwersytetu Teksańskiego pod kierunkiem Todda Humphreysa przejął w ten sposób kurs bezzałogowca. Warto przy okazji wyprostować nazwę: to, co opisano, było fałszowaniem sygnału, a nie techniką znaną jako meaconing, czyli przechwytywaniem i ponownym nadawaniem prawdziwego sygnału z opóźnieniem. To dwie różne rzeczy i mylenie ich jest częstym błędem w opracowaniach wtórnych.

W teorii fałszowanie pozwala na więcej niż zagłuszanie: można wmówić dronowi, że wleciał w strefę zakazaną, i skłonić go do samodzielnego lądowania w wyznaczonym miejscu. W praktyce ograniczenia są poważne. Autopilot porównuje dane z odbiornika satelitarnego ze wskazaniami układu inercyjnego i wysokościomierza — przy wyraźnej sprzeczności może przejść w tryb stabilizacji bez nawigacji i po prostu zawisnąć. Może też zareagować gwałtowną korektą kursu, co przy niskiej wysokości kończy się zderzeniem z przeszkodą.

Najważniejsze zastrzeżenie jest jednak innej natury. Fałszując sygnał nawigacji satelitarnej na terenie własnego zakładu, atakujesz dokładnie ten sam sygnał, od którego zależy twoja automatyka. Wracam do tego w następnej części, bo to jest ten koszt, którego nie ma w ofercie.

Przejęcie protokołu — co jest prawdą, a co legendą

Trzecia rodzina metod polega na wejściu w rozmowę między dronem a aparaturą operatora i wydaniu własnej komendy. To nie jest zagłuszanie: nie konkurujemy mocą, tylko wykorzystujemy słabość protokołu.

W obiegu funkcjonują dwa przykłady, oba wymagające sprostowania.

Urządzenie Icarus, pokazane przez Jonathana Anderssona z zespołu Trend Micro na konferencji PacSec w Tokio w 2016 roku, przejmowało kontrolę nad odbiornikami pracującymi w protokole DSMx — standardzie modelarskim firmy Horizon Hobby. Metoda polegała na odtworzeniu niezaszyfrowanego klucza parowania przez podsłuch i przeszukanie, a następnie na wysyłaniu własnych pakietów sterujących ułamek chwili przed aparaturą właściciela. Autor podkreślał wprost, że nie jest to walka na moc nadawania. Opis „przejęcie przez podstawienie silniejszego sygnału”, powtarzany w wielu opracowaniach, jest więc nieprawdziwy. Dodać trzeba dwie rzeczy: DSMx to protokół modelarski, nie stosowany przez czołowych producentów sprzętu użytkowego, a od pokazu minęła dekada.

Projekt SkyJack Samy’ego Kamkara z 2013 roku przejmował drony Parrot AR.Drone przez niezabezpieczoną sieć bezprzewodową. Ta konstrukcja dawno wyszła z użycia. Jako ilustracja zasady — wartościowa. Jako opis bieżącego zagrożenia — myląca.

Wnioski praktyczne są dwa. Po pierwsze, komercyjne systemy przejmowania kontroli istnieją i mają realną przewagę: nie emitują zakłóceń w otoczenie, więc nie niszczą własnych instalacji. Po drugie, działają wyłącznie na te modele, których protokół rozpracowano — więc pytanie do dostawcy brzmi: jaka jest aktualna lista obsługiwanych konstrukcji, jak często jest uzupełniana i co się dzieje przy statku powietrznym spoza listy.

Koszt uboczny, którego nie ma w ofercie

To jest część, dla której warto było przeczytać poprzednie. Włączając zagłuszacz na terenie zakładu, nadajesz w pasmach, z których sam korzystasz.

Pasma sterowania i obrazu. Zakresy 2,4 GHz i 5,8 GHz to te same zakresy, w których pracuje sieć bezprzewodowa zakładu, kamery przesyłające obraz radiowo, terminale magazynowe i część łączności technicznej. Pasma 433 MHz i 868 MHz, używane przez tańsze konstrukcje, pokrywają się z pasmami czujników ogrodzeniowych, systemów alarmowych i telemetrii przemysłowej. Zagłuszenie obejmuje je wszystkie w zasięgu działania.

Nawigacja satelitarna to nie tylko pozycja — to przede wszystkim czas. Odbiorniki satelitarne w infrastrukturze rzadko służą do ustalania, gdzie się znajduje transformator. Służą do dostarczania wzorca czasu. Rejestratory zakłóceń w sieci elektroenergetycznej, układy pomiaru kąta fazowego, sterowniki automatyki zabezpieczeniowej, stacje bazowe telefonii komórkowej i systemy transakcyjne wymagają zgodności zegarów rzędu mikrosekund. Główny Urząd Miar wskazuje ten mechanizm wprost: reakcja zabezpieczeń w węzłach sieci przesyłowej wymaga wspólnej podstawy czasu, a jej utrata grozi reakcją błędną lub spóźnioną, a w konsekwencji awarią kaskadową.

Skala zjawiska przestała być teoretyczna. Według danych Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych w latach 2024–2025 zgłoszono ponad 71 tysięcy przypadków zakłóceń nawigacji satelitarnej, a liczba zgłoszeń dotyczących fałszowania sygnału wzrosła w latach 2023–2025 o 193 procent. Rejon Morza Bałtyckiego należy do obszarów najsilniej dotkniętych. Sytuacja, w której obiekt infrastruktury krytycznej dokłada do tego własne źródło zakłóceń, wymaga bardzo dobrego uzasadnienia.

Istnieje polska odpowiedź na tę zależność i warto ją znać przed zakupem czegokolwiek. Główny Urząd Miar prowadzi system e-CzasPL — dystrybucję czasu urzędowego i polskiej realizacji czasu UTC, opartą na państwowym wzorcu jednostek miar i całkowicie niezależną od nawigacji satelitarnej. System obejmuje serwery czasu dostępne przez sieć, rozsyłanie czasu protokołem precyzyjnym po łączu światłowodowym lub ethernetowym oraz dystrybucję radiową na fali długiej 225 kHz, działającą bez internetu i bez sygnału satelitarnego. Rada do spraw Cyfryzacji rekomendowała stosowanie rozwiązań zapasowych niezależnych od nawigacji satelitarnej. Odcięcie własnej synchronizacji czasu od satelitów jest przedsięwzięciem tańszym niż zagłuszacz i pożytecznym niezależnie od tego, czy kiedykolwiek go kupisz.

Stan prawny w Polsce

Trzy rzeczy zmieniły się na tyle, że starsze opracowania — łącznie z poprzednią wersją tego tekstu — podają stan nieaktualny.

Zmieniła się ustawa. Prawo telekomunikacyjne z 2004 roku zostało zastąpione ustawą z 12 lipca 2024 roku — Prawo komunikacji elektronicznej (Dz.U. 2024 poz. 1221), ogłoszoną 9 sierpnia 2024 roku i obowiązującą po trzech miesiącach od ogłoszenia. Odwołania do dawnych przepisów w dokumentacji wewnętrznej wymagają przeglądu.

Stanowisko regulatora jest ostrzejsze, niż się powszechnie sądzi. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej stoi na stanowisku, że urządzenia zagłuszające nie mogą uzyskać pozytywnej oceny zgodności — ze względu na ryzyko dla łączności służb ratunkowych — i że nie istnieje legalna droga wprowadzenia ich do obrotu ani cywilnego zastosowania na terytorium Unii Europejskiej. To nie jest kwestia braku zgłoszenia czy zezwolenia; to kwestia niemożności przejścia oceny zgodności.

Zmienił się katalog uprawnionych — ale inaczej, niż napisano w prasie. Ustawa z 29 maja 2026 roku o zmianie ustawy o zarządzaniu kryzysowym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2026 poz. 815) weszła w życie 4 lipca 2026 roku. Relacje medialne sprowadziły ją do formuły „operatorzy infrastruktury krytycznej mogą używać zagłuszaczy”. Konstrukcja jest węższa: operator uzyskał kompetencję do podjęcia decyzji o dopuszczalności zastosowania środka, a czynność fizyczna pozostaje po stronie podmiotów uprawnionych, w obrębie obszaru chronionego. Szczegółową analizę, wraz z katalogiem podmiotów i ścieżką decyzyjną, opublikowaliśmy osobno.

Pozostaje kolizja, której nowelizacja nie zamyka. Przepis szczególny daje podstawę do użycia urządzenia, ale nie rozstrzyga automatycznie statusu wyrobu w reżimie dyrektyw o urządzeniach radiowych i kompatybilności elektromagnetycznej. Dla zamawiającego oznacza to ryzyko, że sprzęt kupiony w dobrej wierze nie będzie miał ważnej podstawy do wprowadzenia do obrotu. Stanowisko w tej sprawie należy uzyskać na piśmie przed ogłoszeniem postępowania.

Gdzie to zawodzi

Rzeczy, których nie wiem albo które pozostają nierozstrzygnięte — podaję je, bo każda z nich może zmienić decyzję zakupową.

Nie istnieje porównywalna miara skuteczności zagłuszania. Europejska metodyka badania systemów przeciwdronowych, opublikowana jako prenorma w 2024 roku, obejmuje wyłącznie wykrywanie, śledzenie i rozpoznawanie. Warstwa oddziaływania została z niej wyłączona. Oznacza to, że deklaracje skuteczności zagłuszaczy pochodzą dziś wyłącznie od producentów i nie da się ich rzetelnie zestawić.

Kolizja między podstawą użycia a oceną zgodności wyrobu nie została publicznie rozstrzygnięta. Nie znam stanowiska Prezesa UKE wydanego po 4 lipca 2026 roku, które odnosiłoby się do urządzeń nabywanych na podstawie nowelizacji. Możliwe, że takie stanowisko istnieje i nie jest publikowane.

Rzeczywisty zasięg w zabudowie przemysłowej jest niemożliwy do oszacowania z dokumentacji. Odbicia od hal, konstrukcji stalowych i zbiorników zmieniają rozkład pola w sposób, którego nie da się przewidzieć z karty katalogowej. Jedynym wiarygodnym źródłem jest pomiar na miejscu.

Nie znam publicznie udokumentowanego przypadku użycia zagłuszacza przez polskiego operatora infrastruktury krytycznej po wejściu w życie nowelizacji. Do czasu, aż taki przypadek zostanie opisany, praktyczne działanie nowej ścieżki decyzyjnej pozostaje niesprawdzone.

Zachowanie konkretnego statku powietrznego po przerwaniu łącza zależy od ustawień, których nie znasz. Cztery przebiegi opisane wyżej to katalog możliwości, nie prognoza. Intruz, który przygotował się do działania, ustawi je świadomie.

Pytania do dostawcy

Do wklejenia w zapytanie ofertowe:

  • W jakim czasie od pojawienia się sygnału urządzenie rozpoczyna zakłócanie i przy jakim tempie przeskoku częstotliwości tę wartość zmierzono?
  • Jaka jest szerokość wiązki anteny i jaki poziom mocy występuje poza nią, w odległości stu metrów w bok od osi?
  • Które pasma urządzenie obejmuje i czy można wyłączyć wybrane z nich trwale, na poziomie sprzętowym, a nie ustawienia w oprogramowaniu?
  • Na jakiej podstawie prawnej urządzenie jest wprowadzane do obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej? Proszę o wskazanie dokumentu.
  • Czy urządzenie obejmuje pasma nawigacji satelitarnej i czy tę funkcję da się trwale zablokować?
  • Jaki jest rejestr zdarzeń urządzenia — czy zapisuje czas rozpoczęcia i zakończenia emisji, pasma i moc, w formacie umożliwiającym odtworzenie przebiegu po incydencie?
  • Czy dostawca wykona pomiar zasięgu i rozkładu pola na terenie obiektu przed odbiorem, na własny koszt, i przekaże surowe dane pomiarowe?

Wnioski operacyjne

  1. Sprawdź, skąd bierze się czas w twojej automatyce, zanim rozważysz jakiekolwiek zagłuszanie. Zrób listę urządzeń z odbiornikiem satelitarnym pełniącym funkcję wzorca czasu — rejestratorów, sterowników zabezpieczeń, serwerów. To zadanie na jedno popołudnie i nie wymaga żadnego zakupu.
  2. Podłącz zapasowe źródło czasu niezależne od satelitów. System e-CzasPL Głównego Urzędu Miar udostępnia serwery czasu dostępne przez sieć oraz dystrybucję radiową na fali długiej. Jest to zabezpieczenie przydatne niezależnie od dronów, bo zakłócenia nawigacji satelitarnej w rejonie Bałtyku są zjawiskiem trwałym.
  3. Zinwentaryzuj własne pasma. Spisz, co w zakładzie nadaje i odbiera na 433 MHz, 868 MHz, 2,4 GHz i 5,8 GHz — kamery, czujniki ogrodzeniowe, terminale, telemetrię. Bez tej listy nie da się ocenić, co wyłączysz razem z dronem.
  4. Przelicz cztery przebiegi na mapę obiektu. Dla powrotu do punktu startu, zawisu, lądowania w miejscu i kontynuacji lotu zaznacz, gdzie kończy się statek powietrzny wraz z ładunkiem. Jeśli którykolwiek wariant prowadzi nad instalację procesową, zagłuszanie w tym miejscu jest przeciwskuteczne.
  5. Rozpisz ścieżkę decyzyjną, zanim kupisz urządzenie. Kto stwierdza dopuszczalność, kto uruchamia, w jakim czasie, kto decyduje w nocy i w dzień wolny, jak to udokumentować. Punkt bezkosztowy i wykonalny natychmiast.
  6. Uzyskaj na piśmie stanowisko o statusie wyrobu przed ogłoszeniem postępowania. Zapewnienie przedstawiciela handlowego nie jest podstawą do wydatku publicznego.
  7. Postaw wykrywanie przed oddziaływaniem. Zagłuszacz kierunkowy bez sprawnego śledzenia to urządzenie bez celu, a rejestracja zdarzenia ma wartość dowodową i analityczną także wtedy, gdy nic więcej zrobić nie wolno.
  8. Zażądaj pomiaru na obiekcie przed odbiorem, z przekazaniem surowych danych. Zasięg z karty katalogowej opisuje poligon, nie twój zakład.
  9. Zapisz w procedurze, że zagłuszanie jest środkiem nadzwyczajnym, z obowiązkiem odnotowania każdego użycia — czas, pasma, powód, skutek. Po roku ten rejestr będzie jedyną rzetelną podstawą do oceny, czy urządzenie było potrzebne.

Podsumowanie

Zagłuszanie zostało w ostatnich latach przesunięte z pozycji uniwersalnej odpowiedzi na pozycję środka szczególnego. Złożyły się na to dwa niezależne procesy: konstrukcje odporne — sterowane przewodem, nawigujące bez satelitów, latające według wgranej trasy — przestały być rzadkością, a jednocześnie ujawniła się skala zależności infrastruktury od tego samego sygnału satelitarnego, który zagłuszacz miałby zakłócać.

Dla polskiego operatora oznacza to kolejność odwrotną niż sugeruje rynek. Najpierw wykrywanie i rejestracja, potem procedura decyzyjna i uniezależnienie własnej synchronizacji czasu od satelitów, a dopiero na końcu — jeśli w ogóle — urządzenie oddziałujące. Pierwsze dwa kroki są tańsze, wykonalne bez zmian prawnych i przydatne w każdym scenariuszu. Trzeci jest kosztowny, prawnie niedomknięty i skuteczny wyłącznie przeciw przeciwnikowi, który się nie przygotował.

Nowelizacja z maja 2026 roku dała operatorom kompetencję, której wcześniej nie mieli. Nie dała im jednak metody sprawdzenia, czy kupowane urządzenie działa — bo taka metoda dla warstwy oddziaływania po prostu jeszcze nie istnieje. Dopóki nie powstanie, ciężar dowodu spoczywa na zamawiającym, a jedynym rzetelnym dowodem jest pomiar wykonany na własnym terenie.

Źródła

Akty prawne i stanowiska urzędowe

  • Ustawa z dnia 12 lipca 2024 r. — Prawo komunikacji elektronicznej, Dz.U. 2024 poz. 1221; ogłoszona 9 sierpnia 2024 r., w życie po trzech miesiącach od ogłoszenia.
  • Ustawa z dnia 29 maja 2026 r. o zmianie ustawy o zarządzaniu kryzysowym oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. 2026 poz. 815; w życie 4 lipca 2026 r.
  • Urząd Komunikacji Elektronicznej, Komunikat w sprawie urządzeń zagłuszających, BIP UKE.
  • Główny Urząd Miar, materiały projektu e-CzasPL — opis usług dystrybucji czasu urzędowego i UTC(PL), w tym rozsyłanie radiowe na fali długiej 225 kHz; serwis e-czas.gum.gov.pl.
  • Rada do Spraw Cyfryzacji, stanowisko dotyczące systemu dystrybucji czasu — rekomendacja stosowania rozwiązań zapasowych niezależnych od nawigacji satelitarnej.

Badania i materiały techniczne

  • Andersson J. (Trend Micro TippingPoint DVLabs), prezentacja urządzenia Icarus, konferencja PacSec, Tokio, październik 2016 — relacje: The Register, PCWorld, Help Net Security, DSIAC.
  • Kamkar S., projekt SkyJack, 2013.
  • Prace zespołu Todda Humphreysa, Uniwersytet Teksański, dotyczące fałszowania sygnału nawigacji satelitarnej, 2012.
  • CWA 18150:2024, Unmanned aircraft systems — Counter UAS — Testing methodology, CEN-CENELEC — zakres ograniczony do wykrywania, śledzenia i rozpoznawania.

Kontekst

  • Dane Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych o zgłoszeniach zakłóceń nawigacji satelitarnej w latach 2024–2025, za doniesieniami branżowymi z września 2026 r.
  • Doniesienia o źródłach zakłóceń nawigacji satelitarnej w rejonie Morza Bałtyckiego.

Redakcja NoFlyZone. Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje audytu bezpieczeństwa ani porady prawnej. W Polsce uprawnienia do części działań wobec bezzałogowych statków powietrznych mają wyłącznie podmioty wskazane w ustawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *